Pozostałe

Maggie (2015) – dramat w temacie zombie

maggie 2015 recenzja

Biorąc pod uwagę wskazanie producenta, powinniśmy ten film zaklasyfikować jako Horror/Dramat. Po obejrzeniu jednakże możemy stwierdzić, że zdecydowanie bliżej mu do dramatu aniżeli horroru. Generalnie z horrorem łączy go chyba jedynie tematyka zombie … i tyle.

Maggie – o czym jest?

Na film trafiłem przypadkiem, dosłownie. Przerzucałem wieczorem kanały w TV i trafiłem na film Maggie, który oznaczony był jako horror. Myślę sobie, fajnie, coś ciekawego obejrzę na noc, skojarzyło mi sie od razu z Carrie Kinga i miałem nadzieję na rozrywkę. Po pierwszych 15 min zacząłem się nieco nudzić. Zero strachu, zero grozy, zero poczucia niepokoju. Napływała jednak we mnie fala … współczucia, niesprawiedliwości i smutku. I tak tez się wciągnąłem w dramat, który miał być horrorem. Fabuła niby prosta. Wirus atakuje ludzkość na całym świecie. Akcja dzieje się w typowym wiejskim amerykańskim klimacie. Ludzie mieszkający na farmach, w małej mieścinie. Wirus po zaatakowaniu człowieka uaktywnia się kilka tygodni. Zarażenie wirusem jest niejako wyrokiem śmierci. Człowiek powoli przeistacza się w zombie, głodnego ludzkiego mięsa i rządnego krwi.

Cały film skupiony jest na relacjach międzyludzkich. Jak nastolatkowie się odnoszą względem siebie, do osób zdrowych i zarażonych. Warto wspomnieć, że osoby zarażone nadal mieszkają wśród ludzi, nadal z nimi żyją, nadal prowadza swoje sprawy, czekając na nieuchronny koniec. Kiedy nadchodzi „ten czas”, kiedy nadchodzi czas ostatecznej przemiany jak i utraty kontroli nad własnymi żądzami, a tym samym stwarzania zagrożenia dla pozostałych ludzi. Zasada jest prosta – ugryzienie wiąże się z zarażeniem.

Co z tą Maggie?

Maggie jest tytułowa postacią, nastolatką, która jak każda, ma swoje życie, swoje marzenia, swoich przyjaciół i swoje oczekiwania od życia. Wszystko to zostaje momentalnie przekreślone gdy zostaje zarażona wirusem.

Oczywiście z nieuchronnym, nie chce się pogodzić jej rodzina. Przybrana matka (której notabene tak bardzo na pasierbicy nie zależy), oraz jej ojciec, który w jej obronie, gdyby tylko mógł, to wysłałby z przyszłości terminatora do obrony. Przykład w pełni uzasadniony gdyż owszem, role Ojca Maggie gra Arnold Schwarzenegger! Arni, jak zwykle duży, muskularny i budzący niepokój samym wyglądem – wydawać by się mogło, że sam mógłby roznieść armię zombie gołymi rękami – ale nie tutaj. Nie ma tutaj nic z filmów akcji. Jest za to dużo przemyśleć, niemożności pogodzenia się z tym co nieuniknione, a także wyboru mniejszego zła.

Nie jest chyba zaskoczeniem, że Ojciec Maggie nie może się pogodzić z chorobą córki. Nie chce jej oddać do szpitala na kwarantannę, gdzie trafiają osoby w stanie „o krok od zombie”. Osoby którym nie można już ufać i konieczna jest ich izolacja. Jest to w rzeczywistości zwykła umieralnia, gdzie wszystkich zarażonych, w skrajnych przypadkach, wrzucają „do jednego worka”. W którym zabijają się nawzajem przez inne przeistoczone już osoby. Co istotne, nie ma ani jednej klatki filmu z tegoż szpitala 🙂 Sam niepokój wzbudza jedynie opis bohaterów i ich niechęć do miejsca.

Maggie – zakończenie

Nie będzie spoilerów 🙂 Spokojnie! Mogę jedynie stwierdzić, że zakończenie jest mniej więcej takie, jakiego się można było spodziewać 🙂 Choć może i nie dla każdego 😉

Maggie – czy warto obejrzeć?

Film ma swój klimat. Jeżeli spodziewasz się wyskakujących zombie zza każdego rogu, mnóstwo krwi i rozbryzganych mózgów po chodniku oraz Arnolda Schwarzennegera z giwerą większa niż on sam – odpuść, to nie ten film. Tutaj klimat jest wręcz melancholijny, niemalże sielankowy gdyby nie pomór i chmura śmierci która otula całą miejscowość.

Dla mnie osobiście film ma tym bardziej bezpośredni i prywatny odbiór, gdyż oglądając go miałem pewne porównanie do obecnego stanu pandemicznego w Polsce i na świecie. Koronawirus zdecydowanie mniej śmiertelny, ale co gdyby było inaczej?

I jeszcze link do trailera 🙂

SHARE
RELATED POSTS
Nowości w październiku od Netflix
Nowości w październiku od Netflix
Twój Simon
Twój Simon – recenzja
kwiaty na poddaszu 1987 recenzja
Kwiaty na poddaszu (1987) – recenzja

Leave Your Reply

*